Przedwiośnie w naturalnym ogrodzie permakultury

Znowu wiosna się zbliża. Czuję to już całą sobą. Chociaż śnieg jeszcze zalega i noce są jeszcze z temperaturą minusową, to już ją czuć. W każdym ptasim zaśpiewie radosnym, w delikatnych podmuchach powietrza, zapachach, ożywionych rozmowach pod sklepem na wsi. Wszystko dookoła zdaje się niecierpliwie wyczekiwać. Zmęczenie zimowym zastojem mija i powoli czuję jak napełnia mnie radość i świeża energia.

Już nie mogę się doczekać „działkowania”.

Wszystkie sąsiadki te starsze, te z najbliższego otoczenia zawsze się ze mnie śmiały, że ja tak wcześnie zaczynam działać w ogrodzie. Mawiały, że za wcześnie, że ziemia jeszcze zmarznięta, zbyt mokra… U mnie zazwyczaj już marchewki powychodziły, a one dopiero siały…

Tylko, że one uprawiają ogród w sposób konwencjonalny…, korzystając z przepisów, przekazów swoich matek, we krwi mają to, w jaki sposób i kiedy co zasiać… A ja z miasta, bez wielopokoleniowych tradycji robię to trochę inaczej, inną metodą. Nie znaczy to, że nie słucham ich rad…, słucham, bo wiem, że wiele cennych rzeczy mogę się od nich nauczyć.

Ogród permakultury to dla mnie jakby odzwierciedlenie raju. Znaleźć w nim można dużą różnorodność świata fauny i flory, elementów, które ze sobą współpracują i wykonują w ten sposób wiele pracy za nas. Uwielbiam chodzić po nim boso, czuć ciepło nagrzanej promieniami słonecznymi ściółki. W takim ogrodzie można się położyć, schować, i obserwować, a jeśli siedzimy cichutko i mamy szczęście to zauważymy również to dzikie życie, które zazwyczaj unika człowieka, czyli np. łasiczkę, jeża, jaszczurkę czy jakiegoś ptaka, który zainteresowany innymi sprawami nagle znajdzie się bardzo blisko nas.

W moim ogrodzie życie rozpoczyna się bardzo wcześnie. Ja ogrodu nie przekopuję, więc co roku wiosną szybko zazieleniają się wystające zalążki listków bardzo cennej natki pietruszki, selera, bywa, że nawet rukola potrafi przetrwać w ziemi niezbyt mroźną zimę. Roszponka odgrzebywana jest spod śniegu, a jarmuż regularnie służy nam w czasie zimy jako „bomba” witaminowa.

Ogród co roku nas zaskakuje. To tu to tam, widzę, że bez mojego udziału wychodzą młode listki rukoli, pietruszki, sałaty, a za chwilę inne rośliny, które zdołały się poprzedniego roku rozsiać same. Bardzo wcześnie też korzystamy ze szczypiorku, ziół wieloletnich, zanim tak naprawdę przystąpię do prac w ogrodzie.

Nasz ogród jest zaścielony. Pod śniegową pierzynką jest warstwa słomy i innych materiałów organicznych. Pod tymi warstwami wiele warzyw korzeniowych przeżywa nawet mroźne zimy. Smutno patrzeć tylko czasem na młode, świeżo wykiełkowane rośliny w styczniu przy odrobinie cieplejszej aurze jak za chwile przykrywane są z powrotem śnieżną okrywą.

Zdarza się, że nawet delikatniejszy seler liściowy cieszy nasze oczy i podniebienie wiosną.. Najważniejsze, że to wszystko co zbieramy jest świeże, nie przetworzone i bez chemii. Szczególnie w naszych supermarketowych czasach.

Jak tylko śnieg stopnieje w ogrodzie można zacząć działać. Ziemia w permakulturowym ogrodzie nigdy nie jest tak zmarznięta jak w konwencjonalnym, a poruszanie się po takim ogrodzie też nie jest problemem. Nie grzęźniemy w błocie. Nie musimy przekopywać działki by włożyć jakiekolwiek nasiona do ziemi. Nie musimy się martwic o to, że ogród nam zarośnie. Ziemia wydaje się być chętna, zaprasza by ją zasiać.

Oczywiście na wiosnę w takim ogrodzie jest kilka zabiegów, które trzeba zrobić, ale nie są one tak męczące i można je wykonywać stopniowo, poświęcając na to niewiele czasu. Ważne jest by w miejscu, w którym planujemy zasiew ziemia nie była zmarznięta, czy zimna i za bardzo wilgotna.

Ogrzać ją i osuszyć można w łatwy sposób. Ponieważ zimą była okryta, to mróz nie wszedł tak głęboko, a właściwa struktura gleby została zachowana i wzbogacona o przekompostowany materiał organiczny, który dodatkowo ją ogrzewał. Zdarza się często, że po odkryciu wierzchniej warstwy ściółki ziemia nie jest w ogóle zmarznięta, mimo to dobrze jest ten fragment, na którym zamierzamy siać zostawić odkryty w czasie słonecznej pogody lub pełni księżyca by ziemia trochę „pooddychała” i nagrzała się bardziej. Można też, ale nie koniecznie, jeśli odpowiednio dbamy o ziemię, zruszyć ją delikatnie widłami angielskimi. Nie należy odwracać gleby, by nie niszczyć milionów pożytecznych organizmów, które w czasie zimy pracowały dla nas. Po ogrzaniu grządki należy ją znowu zaścielić i już tylko siać, odsłaniając na początek miejsca dla wschodzących roślin.

Praca i przebywanie w takim ogrodzie to prawdziwa przyjemność. Myślę, że wiele osób, które posiadają swoje ogrody też tak powiedzą. Tylko, że w tym ogrodzie ograniczamy pracę do minimum. Wiosną zasiać, w lecie zbierać, jesienią przygotować do zimy. Tyle. Nie ma potrzeby podlewania, gracowania, przekopywania, wydeptywania ścieżek, wyrywania chwastów. Ogród żyje swoim życiem, przy niewielkiej kontroli z naszej strony. Ważne jest byśmy wszystko dobrze zaplanowali. Umieli dostosować się do sytuacji. Obserwować i wyciągać wnioski. A sam ogród odwdzięczy nam się kolorami, zapachami, świeżymi pysznościami, podzieli się spokojem, a przede wszystkim pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie.

 

Monika Podsiadła

 

Comments are closed.

Aktualności
Subskrybuj Newsletter

Pokaz slajdów
Archiwa
Fotki
czeremcha melisa orlik-dwukolorowy rabarbar-kwiat